Próbowała
się właśnie wcisnąć w najlepsze skórzane spodnie jakie miała
gdy nagle do łazienki wpadł Klaus
-Ej!
Nie widzisz że się ubieram? -zapytała nieco zażenowana
-Posłuchaj,
przed chwilą dostałem wiadomość że Herman miał wypadek na
drodze niedaleko Newark-Liberty
-Co?
- Dziewczyna wydała się niemalże przerażona - I co teraz?
Posłuchaj,
kochanie - Klaus cmoknął ją czule w policzek - Ja muszę tam
jechać, do pobliskiego szpitala. Wybierzemy się z Francisem.
-Zwariowałeś?
Jadę z tobą i nie ma innej opcji - Joan stanęła pośrodku
łazienki z rękami założonymi na piersi
-To
chyba ty zwariowałaś - Odpowiedział spokojnie Klaus -Nigdzie nie
pojedziesz. Jest już po 21, my mamy do pokona ia 90 kilometrów a ty
masz jutro szkołę - Ujął jej twarz w dłonie i delikatnie
pocałował
-Wiesz
że cię nie zostawię - Dziewczyna wskoczyła mu w ramiona i
wiedziała że tej nocy będzie towarzyszyć swemu ukochanemu
mężczyźnie.
***
Srebrnoszary
kabriolet z osłoniętym dachem mknął po drogach New Jersey
oświetlany przez wyjątkowy tego dnia księżyc w pełni. Za
kierownicą siedział Francis, basista zespołu, obok niego palący
papierosa Klaus a za nimi jego nastoletnia dziewczyna. Chyba pierwszy
raz w życiu każde z nich się tak denerwowało.
Gdy
już wkroczyli do szpitala w Jersey City rozpoznano muzyków bez
problemu i skierowano do sali, w której leżał ich przyjaciel.
Klaus poszedł wypytać o szczegóły wypadku lekarza a gdy wrócił
zwyczajnie nie krył złości nad perkusistą swojego zespołu.
-Ten
tutaj leżący nieprzytomnie człowiek - Pewnie wskazał palcem na
Hermana - Nadużył sobie dzisiejszego wieczoru narkotyków i
alkoholu po czym rozbił kradziony samochód taranując dwie osoby i
o ile jemu nic nie będzie to jedna z tamtych kobiet właśnie
znajduje się w stanie krytycznym walcząc o życie.
-Przecież
to niemożliwe - odrzekł równie pewnie Francis - On nie wymieszałby
narkotyków z alkoholem, nie jest tak głupi
-A
chcesz się założyć? - Klaus aż wstał z zajmowanego krzesła- Ta
dziewczyna leży piętro wyżej, jej ojciec należy do tego gangu
motocyklistów. Francis-jeżeli natychmiastowo się stąd nie
wyniesiemy to mamy przesrane, dociera to do ciebie? - Oboje już nie
panowali nad emocjami. We znaki dawały się emocje, zmęczenie i
presja.
-A
co ty chcesz zrobić? - Zapytał nieco drwiąco Francis
-Wynosimy
się do Wirginii, zrozum nawet tydzień nas uratuje
-A
co chcesz zrobić z tym tutaj? - Francis wskazał kciukiem na
pogrążonego w otumanieniu Hermana
-Jeszcze
nie wiem ale coś muszę
-Przepraszam-Do
drzwi zapukał lekarz- Czy mógłbym na chwilę poprosić jednego z
panów na osobność? - Niemalże równocześnie zerwał się z
krzesła Francis - Ja pójdę - Oznajmił a Klaus rzucił mu posępne
spojrzenie. Siedząca do tej pory z boku Joan wszystko świetnie
zrozumiała, podeszła do Klausa i objęła go od tyłu. W tym
momencie do sali wbiegł Francis
-Klaus!
Ta dziewczyna nie żyje - oznajmił.
-Ale
chwila, jak to nie żyje? -Nie udało się przywrócić akcji jej
serca, jej rodzice już jadą do szpitala - Francis spojrzał z
niekłamaną niechęcią na nieprzytomnego kolegę
***
-Ale
jak to się nie da przetransportować go do Wirginii... Czy pan mówi
poważnie?... Tak to sprawa życia i śmierci, dosłownie... Dobrze
opowiem od początku... Czy pan na prawdę nic nie rozumie...
Dziękuję jestem pańskim dłużnikiem. -Stojąca pod drzwiami
lekarskiego gabinetu Joan usilnie próbowała się czegoś
dowiedzieć ale słyszała tylko głos Klausa a przed oczami miała
jego wyraźną gestykulację.
***
Gdzieś
w głębi mieszkania powoli tykał zegar odliczający czas.
Dziewczyna podniosła się powoli czując piekące palenie pod
powiekami. Po przetarciu oczu zauważyła że spała na kanapie we
wczorajszych ubraniach, w głębi mieszkania dostrzegła Klausa
siedzącego z twarzą w dłoniach i usilnie sprawiającego wrażenie
mocno zamyślonego. Przed oczami stanął jej obraz wczorajszych
wydarzeń gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Klaus miał
bliżej więc poszedł i je otworzył.
-Ktoś
do ciebie - Powiedział otwierając szerzej drzwi
-Oczom
Joan ukazała się tak znana i kochana sylwetka - Madeline! - I
piszcząc podbiegła do drzwi by ucałować przyjaciółkę - Co się
stało że wcześniej wróciłaś? Dałaś radę się jakoś w końcu
wykręcić od szkoły?
-Nie
dostałam żadnego pozwolenia na opuszczenie jej ale patrząc na
obecny sajgon wiedziałam że muszę być tutaj z wami - Odpwiedziała
Madeline z lekkim bólem na twarzy - Matthias mi opowiedział o
wszystkim co się wydarzyło wczorajszej nocy, na prawdę szkoda mi
chłopaków bo teraz będą mieć problemy -Opuściła nieznacznie
głowę
-Na
pewno Matthias ci opowiedział także o planie Klausa -Zaczęła Joan
usadzając przyjaciółkę za stołkiem barowym i podając jej
szklankę soku.
-Jasne
że opowiedział, nie wiem w jaki sposób oni chcą tego wszystkiego
dokonać ale nie pozostaje nam chyba nic innego jak im pomóc
-Przepraszam
dziewczyny że się wtrącę - Pogrążone w rozmowie nawet nie
zauważyły że Klaus wszedł do kuchni i teraz oparty o futrynę
drzwi przysłuchiwał się ich rozmowie. -Rudolf był dziś u mnie
rano, jak Joan spałaś. Podobno Hermanowi się znacznie poprawiło,
wybudził się i wypisał ze szpitala na własne życzenie. Na
szczęście Francis w porę go namierzył.
-Co
ten człowiek wyprawia to ja nie wiem - Dodała Madeline pociągając
jednoczeście łyk soku.
-Ja
też nie wiem. - Odpowiedział jej Klaus- Fakt faktem że musimy na
pewno mieć go na oku.
To
chyba nie powinno być wystarczająco trudne -Wtrąciła Joan.
-Oj
uwierz mi -Klaus pokiwał głową - Nawet nie wiesz do czego ten
człowiek potrafi być zdolny. Madeline, jedziesz z nami do Wirginii,
wiesz w jakiej sprawie? -Zwrócił się teraz do drugiej dziewczyny
-No
pewnie że jadę - Madeline klasnęła w ręce
-Więc
lepiej już się szykuj - Odpowiedział Klaus i wyszedł z
pomieszczenia.
***
Kolejna
wyczerpująca podróż była przed nimi. Jechali wspólnie jednym
kabrioletem Klaus z Joan i Matthias z Madeline. Sytuacja mogłaby być
nawet romantyczna gdyby nie wszechogarniająca ich smutna aura.
-Co
ty robisz!- Klausowi w ostatnim momencie udało się uniknąć
bliższego spotkania z poboczem -Nie próbuj kłaść się na mnie
gdy prowadzę - Spojrzał na Joan łobuzersko znad rozwianych
loczków. Ona wiedziała że ramiona Klausa są dla niej najlepszym
schronieniem na świecie a także to że jej ukochany nie został
obdarzony umiejętnością długiego gniewania się na nawet jej
największą głupotę. Położyła nogi na masce rozdzielczej a
drugą ręką ku protestach Klausa objęła go
***
Gdy
już dotarli na miejsce największym tymczasowym problemem było
znalezienie hotelu czemu sami się dziwili, gdyż w pobliżu
funkcjonował tylko jeden. Każda para wzięła dla siebie osobne
pokoje. Gdy już znaleźli się sami Joan usiadła na kolanach Klausa
dała mu siarczystego buziaka martwiąc się posępnym humorem
ukochanego. Już miała zaczynać rozmowę gdy do ich pokoju bez
wcześniejszego pukania wszedł Matthias
-Przyjechali
Rudolf i Francis z Hermanem - zwrócił się do Klausa - Gdybyś w
razie czego chciał z nimi porozmawiać -I powiedziawszy to udał się
w stronę drzwi.



Jezu jak ja lubie ten rozdzial XD.
OdpowiedzUsuńCzytam go drugi raz i czuje sie jakbym to robila pierwszy XD.
Nie no Karolina,super piszesz!!Czekam na dlaszy rozdzial!
Pozdrawiam,Madeline.