środa, 6 maja 2015

Rozdział 2

Próbowała się właśnie wcisnąć w najlepsze skórzane spodnie jakie miała gdy nagle do łazienki wpadł Klaus
-Ej! Nie widzisz że się ubieram? -zapytała nieco zażenowana
-Posłuchaj, przed chwilą dostałem wiadomość że Herman miał wypadek na drodze niedaleko Newark-Liberty
-Co? - Dziewczyna wydała się niemalże przerażona - I co teraz?
Posłuchaj, kochanie - Klaus cmoknął ją czule w policzek - Ja muszę tam jechać, do pobliskiego szpitala. Wybierzemy się z Francisem.
-Zwariowałeś? Jadę z tobą i nie ma innej opcji - Joan stanęła pośrodku łazienki z rękami założonymi na piersi
-To chyba ty zwariowałaś - Odpowiedział spokojnie Klaus -Nigdzie nie pojedziesz. Jest już po 21, my mamy do pokona ia 90 kilometrów a ty masz jutro szkołę - Ujął jej twarz w dłonie i delikatnie pocałował
-Wiesz że cię nie zostawię - Dziewczyna wskoczyła mu w ramiona i wiedziała że tej nocy będzie towarzyszyć swemu ukochanemu mężczyźnie.

***
Srebrnoszary kabriolet z osłoniętym dachem mknął po drogach New Jersey oświetlany przez wyjątkowy tego dnia księżyc w pełni. Za kierownicą siedział Francis, basista zespołu, obok niego palący papierosa Klaus a za nimi jego nastoletnia dziewczyna. Chyba pierwszy raz w życiu każde z nich się tak denerwowało.
Gdy już wkroczyli do szpitala w Jersey City rozpoznano muzyków bez problemu i skierowano do sali, w której leżał ich przyjaciel. Klaus poszedł wypytać o szczegóły wypadku lekarza a gdy wrócił zwyczajnie nie krył złości nad perkusistą swojego zespołu.
-Ten tutaj leżący nieprzytomnie człowiek - Pewnie wskazał palcem na Hermana - Nadużył sobie dzisiejszego wieczoru narkotyków i alkoholu po czym rozbił kradziony samochód taranując dwie osoby i o ile jemu nic nie będzie to jedna z tamtych kobiet właśnie znajduje się w stanie krytycznym walcząc o życie.
-Przecież to niemożliwe - odrzekł równie pewnie Francis - On nie wymieszałby narkotyków z alkoholem, nie jest tak głupi
-A chcesz się założyć? - Klaus aż wstał z zajmowanego krzesła- Ta dziewczyna leży piętro wyżej, jej ojciec należy do tego gangu motocyklistów. Francis-jeżeli natychmiastowo się stąd nie wyniesiemy to mamy przesrane, dociera to do ciebie? - Oboje już nie panowali nad emocjami. We znaki dawały się emocje, zmęczenie i presja.
-A co ty chcesz zrobić? - Zapytał nieco drwiąco Francis
-Wynosimy się do Wirginii, zrozum nawet tydzień nas uratuje
-A co chcesz zrobić z tym tutaj? - Francis wskazał kciukiem na pogrążonego w otumanieniu Hermana
-Jeszcze nie wiem ale coś muszę
-Przepraszam-Do drzwi zapukał lekarz- Czy mógłbym na chwilę poprosić jednego z panów na osobność? - Niemalże równocześnie zerwał się z krzesła Francis - Ja pójdę - Oznajmił a Klaus rzucił mu posępne spojrzenie. Siedząca do tej pory z boku Joan wszystko świetnie zrozumiała, podeszła do Klausa i objęła go od tyłu. W tym momencie do sali wbiegł Francis
-Klaus! Ta dziewczyna nie żyje - oznajmił.
-Ale chwila, jak to nie żyje? -Nie udało się przywrócić akcji jej serca, jej rodzice już jadą do szpitala - Francis spojrzał z niekłamaną niechęcią na nieprzytomnego kolegę
***
-Ale jak to się nie da przetransportować go do Wirginii... Czy pan mówi poważnie?... Tak to sprawa życia i śmierci, dosłownie... Dobrze opowiem od początku... Czy pan na prawdę nic nie rozumie... Dziękuję jestem pańskim dłużnikiem. -Stojąca pod drzwiami lekarskiego gabinetu Joan usilnie próbowała się czegoś dowiedzieć ale słyszała tylko głos Klausa a przed oczami miała jego wyraźną gestykulację.
***
Gdzieś w głębi mieszkania powoli tykał zegar odliczający czas. Dziewczyna podniosła się powoli czując piekące palenie pod powiekami. Po przetarciu oczu zauważyła że spała na kanapie we wczorajszych ubraniach, w głębi mieszkania dostrzegła Klausa siedzącego z twarzą w dłoniach i usilnie sprawiającego wrażenie mocno zamyślonego. Przed oczami stanął jej obraz wczorajszych wydarzeń gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Klaus miał bliżej więc poszedł i je otworzył.
-Ktoś do ciebie - Powiedział otwierając szerzej drzwi
-Oczom Joan ukazała się tak znana i kochana sylwetka - Madeline! - I piszcząc podbiegła do drzwi by ucałować przyjaciółkę - Co się stało że wcześniej wróciłaś? Dałaś radę się jakoś w końcu wykręcić od szkoły?
-Nie dostałam żadnego pozwolenia na opuszczenie jej ale patrząc na obecny sajgon wiedziałam że muszę być tutaj z wami - Odpwiedziała Madeline z lekkim bólem na twarzy - Matthias mi opowiedział o wszystkim co się wydarzyło wczorajszej nocy, na prawdę szkoda mi chłopaków bo teraz będą mieć problemy -Opuściła nieznacznie głowę
-Na pewno Matthias ci opowiedział także o planie Klausa -Zaczęła Joan usadzając przyjaciółkę za stołkiem barowym i podając jej szklankę soku.
-Jasne że opowiedział, nie wiem w jaki sposób oni chcą tego wszystkiego dokonać ale nie pozostaje nam chyba nic innego jak im pomóc
-Przepraszam dziewczyny że się wtrącę - Pogrążone w rozmowie nawet nie zauważyły że Klaus wszedł do kuchni i teraz oparty o futrynę drzwi przysłuchiwał się ich rozmowie. -Rudolf był dziś u mnie rano, jak Joan spałaś. Podobno Hermanowi się znacznie poprawiło, wybudził się i wypisał ze szpitala na własne życzenie. Na szczęście Francis w porę go namierzył.
-Co ten człowiek wyprawia to ja nie wiem - Dodała Madeline pociągając jednoczeście łyk soku.
-Ja też nie wiem. - Odpowiedział jej Klaus- Fakt faktem że musimy na pewno mieć go na oku.
To chyba nie powinno być wystarczająco trudne -Wtrąciła Joan.
-Oj uwierz mi -Klaus pokiwał głową - Nawet nie wiesz do czego ten człowiek potrafi być zdolny. Madeline, jedziesz z nami do Wirginii, wiesz w jakiej sprawie? -Zwrócił się teraz do drugiej dziewczyny
-No pewnie że jadę - Madeline klasnęła w ręce
-Więc lepiej już się szykuj - Odpowiedział Klaus i wyszedł z pomieszczenia.

***
Kolejna wyczerpująca podróż była przed nimi. Jechali wspólnie jednym kabrioletem Klaus z Joan i Matthias z Madeline. Sytuacja mogłaby być nawet romantyczna gdyby nie wszechogarniająca ich smutna aura.
-Co ty robisz!- Klausowi w ostatnim momencie udało się uniknąć bliższego spotkania z poboczem -Nie próbuj kłaść się na mnie gdy prowadzę - Spojrzał na Joan łobuzersko znad rozwianych loczków. Ona wiedziała że ramiona Klausa są dla niej najlepszym schronieniem na świecie a także to że jej ukochany nie został obdarzony umiejętnością długiego gniewania się na nawet jej największą głupotę. Położyła nogi na masce rozdzielczej a drugą ręką ku protestach Klausa objęła go
***
Gdy już dotarli na miejsce największym tymczasowym problemem było znalezienie hotelu czemu sami się dziwili, gdyż w pobliżu funkcjonował tylko jeden. Każda para wzięła dla siebie osobne pokoje. Gdy już znaleźli się sami Joan usiadła na kolanach Klausa dała mu siarczystego buziaka martwiąc się posępnym humorem ukochanego. Już miała zaczynać rozmowę gdy do ich pokoju bez wcześniejszego pukania wszedł Matthias

-Przyjechali Rudolf i Francis z Hermanem - zwrócił się do Klausa - Gdybyś w razie czego chciał z nimi porozmawiać -I powiedziawszy to udał się w stronę drzwi.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 1

-Daj zapalić-odezwała się jeszcze resztkami sił znad stołu zawalonego pustymi puszkami po piwie i opakowaniami po chipsach.
-Mogę ci dać ale nie wiem co na to Klaus - odparł Matthias jak zwykle ze swoim szelmowskim uśmiechem
-On się nie dowie, z resztą poszedł sobie gdzieś pół godziny temu więc widać, nie prędko wróci - odparła przekonująco.
Kończyła już dopalać papierosa gdy do ich stoliku przy barze podszedł on. Jej ideał mężczyzny z którym się związała
-O, widzę że ktoś się tu nieźle zabawił - odparł z przekąsem po czym usiadł na swoim stołku barowym - Co wy żeście jej dali? Nie sądzicie że jest za młoda na takie wypady? -zapytał z delikatną nutką żalu w głosie
-Tylko to co tu widzisz ale ona potrafi wypić na prawdę dużo - odpowiedział Matt
W tym samym momencie dziewczyna podniosła głowę znad stołu, wstała i ku zdumieniu wszystkich usiadła na kolanach swego chłopaka kolanami w jego stronę, objęła go i namiętnie pocałowała. Ktoś z obecnych w barze zagwizdał z zachwytu.
-Dosyć tego kochanie - przerwał tę miłą chwilę Klaus - jest 3 w nocy a jutro o 10 musimy być w studiu
Po tym wstał i wyszedł trzymając podchmieloną dziewczynę w objęciach. To samo uczynili pozostali członkowie zespołu.
***
-Wstawaj! jest 9.30, za pół godziny musisz być w studiu, słyszysz?


-C.. co się dzieje? - mężczyzna wychylił głowę znad kołdry
-Wiedziałam że tak będzie
-O nie moja droga-w jednej chwili podniósł się z łóżka i zaczął żywo gestykulować - gdybyś ty sobie wczoraj nie nadużyła alkoholu dzisiaj nie byłoby tego cyrku
-Przypominam ci tylko że to ty masz być za pół godziny w studiu, nie ja! - Powiedziała po czym wyszła z sypialnii
-Cholera.. ona mnie kiedyś wykończy - Powiedział sam do siebie i poszedł wziąć prysznic.
Gdy już był gotowy do wyjścia zerknął przez uchylone drzwi do salonu. Jego dziewczyna spała smacznie na oparciu kanapy. - W sumie czego ja się spodziewałem - burknął w myślach i pospiesznie wyszedł z mieszkania wiedząc że już jest spóźniony.
***
-Cholera, Klaus co z tobą? Już Dieter chciał się wycofać z nagrywania dziś. - Przywitał go Rudolf
-Przepraszam, były okropne korki a na złość jeszcze zaspałem - Wytłumaczył się Klaus
-A jak po wczoraj z twoją? Mocno ją wzięło?
-Panowie, co to za pogaduchy? Bierzemy się do pracy, i tak już mamy opóźnienie - Derks nie dał im dokończyć rozmowy - Ty, Klaus ustaw się tam i wiesz co masz robić, a ty Rudolf idź rozłóż się ze wzmacniaczami, gdzie do cholery jest Herman?! Chyba wam się wszystkim kiedyś oberwie.
-Wzięło ją mocno choć tego nie okazuje-próbował dokończyć rozmowę Klaus- Ty wiesz że jak wychodziłem do studia to ona została w moim mieszkaniu?
-Uhuhu - pokiwał głową Rudolf z uznaniem - To wy już musicie być na kolejnym etapie, niż zwykłe chodzenie ze sobą za rączkę
-W sumie to tak - odrzekł Klaus zapalając papierosa - Ale ja się martwię, no wiesz ona ma dopiero 16 lat, i na zdrowy rozum nie powinna spotykać się z 37-latkiem a co dopiero brać udział w imprezach wczorajszego pokroju
-Ja ciebie nie rozumiem, zadręczasz się ciągle że niby jesteś dla niej za stary, nie jesteś dobry, wystarczalny. Po co ci to? - w tym momencie Rudolf już żywo gestykulował- Spójrz na nią, zobacz jaka jest szczęśliwa. To ty jej to szczęście dajesz, posłuchaj się starego kumpla
-Dosyć, koniec tych pogaduch! -drugi raz tego dnia Derks był nieustępliwy.
***
Po skończonej pracy Klaus miał się udać jeszcze do pobliskiego baru aby coś zjeść ale zrezygnował i wrócił prosto do domu. Nie spodziewał się że zastanie tam swoją dziewczynę, która normalnie powinna być w szkole.
-Hej kochanie - Pocałowała go w policzek zaraz jak tylko wszedł, wzięła za rękę i zaprowadziła do kuchni - Pomyślałam że pewnie będziesz głodny więc przygotowałam ci obiad
-Dziękuję ci ale nie musiałaś - odpowiedział Klaus oszołomiony widokiem swojej dziewczyny ubranej jedynie w jeden z jego t-shirtów
-Ale chciałam - uśmiechnęła się rezolutnie - A teraz już siadaj i opowiedz mi jak było w studiu - Powiedziała to po czym zaczęła szukać talerza.
-Powiedz mi lepiej ty - Zaczął ostrożnie, gładząc się ręką po podbródku usiłując ją przynajmniej w myślach wytłumaczyć z tego co robi - Dlaczego nie jesteś w szkole?
-Odwołali nam lekcje - Uśmiechnęła się szeroko
-To dlaczego nie jesteś w domu? -A, czyli nie mogę przebywać w twoim mieszkaniu? - zapytała zrezygnowana stawiając przed nim talerz z obiadem -Zrozum mnie, po prostu według mnie jesteś trochę na to za młoda, ale w sumie to rób co chcesz, i tak nie mam na to większego wpływu- odparł już z pełnymi ustami ziemniaków i marchewki duszonej
-I widzisz? To mi się podoba - odpowiedziała niczym nie zrażona dziewczyna
***
Ledwo skończył obiad gdy do kuchni uwodzicielskim krokiem weszła jego dziewczyna nie pozwalając mu się nawet ruszyć. Podeszła do niego i najbardziej zręcznym ruchem jakim umiała wplotła mu rękę pomiędzy splątane, cudowne loczki. W takich chwilach jak te zapominali oboje o wszystkim, o całym otaczającym ich świecie. Nie zważali na 21 lat różnicy które ich dzieliło. Klaus nie czekając już dłużej wziął swoją dziewczynę wysoko w ramiona i pozwolił bezwiednie by oplotła go swoimi nogami w pasie. Zdążyli się już nieźle rozkręcić gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Mimo wyraźnego oporu Klausa Joan wysunęła się z jego objęć, przygładziła poczochrane włosy, wyrównała jego koszulkę i zgrabnym krokiem podeszła do drzwi. Nie bardzo się zdumiała na widok osoby stojącej po drugiej stronie
-Cześć Karen! I rzuciła się jak zwykle przyjaciółce w objęcia. Co ty tu robisz? -Zapytała ze swoim promiennym uśmiechem na twarzy
-Właśnie przyszłam cię gdzie wyciągnąć z mieszkania , sądzę że przyda wam się trochę odpoczynku z Klausem - uśmiechnęła się lekko podnosząc kąciki ust do góry - Co ty wogóle taka nie ubrana?
-Ekhem.. no wiesz - Joan zaczęła się jąkać
-Dobra, dobra nie musisz tłumaczyć, wszystko wiem - przerwała jej przeszywając wszystko stalowym wzrokiem - A teraz się już śpiesz, Uli mi pokazał świetne miejsce, tobie szczególnie powinno przypaść do gustu.
***
-A tak powinna zagrać pani kolejny dźwięk, to na prawdę unikatowa gitara, i niewykle diabelnie trudno nauczyć się na niej grać a z drugiej strony z dziecięcą prostotą można zaczarować kogoś swoją grą na niej - Joan patrzyła na siedzącego przed nią instruktora, jego proste, długie palce sprawnie przemieszczały się po strunach wydając oryginalne dźwięki a długie włosy jeszcze parę minut temu spływające po plecach teraz poruszały się niekontrolowanie w rytm gitary. Joan była niezwykle wdzięczna swojej przyjaciółce Karen za to świetne popołudnie. Siedziały właśnie u wirtuoza gitary, znajomego Ulricha Rotha podziwiając nieodkryte dotąd cudowne właściwości tego instrumentu. Znały się od dwóch lat a były niemalże nierozłączne. Pierwszą i największą rzeczą jaka ich połączyła była miłość do rockmenów i tej całej zwariowanej otoczki. Teraz spełniały swoje marzenia, każda na swój własny, wyidealizowany sposób. Były bardzo szczęśliwe z czasów w jakich przyszło im dorastać, poznały świat od strony od jakiej od dawna go ukochały.
***
-To co, teraz lody? - Zapytała Karen. Szły razem poboczem objęte w pasie mając do najbliższej budki z lodami 6 kilometrów co patrząc na pierwszy majowy upał i skórzane kurtki na ich plecach wcale nie pomagało
-No pewnie że tak, dzień się dopiero zaczyna - odpowiedziała Joan odrzucając długie włosy do tyłu i próbując przekrzyczeć mijające je samochody - Wybierasz się może z nami dziś do pubu, zabawimy się jak wczoraj - Gdy to powiedziała dało się dostrzec wesołe iskierki w jej oczach.
-Jo, jutro jest szkoła znowu coś zawalimy - Zaczęła zrezygnowanym głosem Karen

-Życie jest od tego by je pieprzyć - Zaśmiała się jeszcze głośniej Joan. Resztę drogi pokonały już bez większego zastanawiania się.

piątek, 1 maja 2015

Wprowadzenie

Opowiadanie będzie o latach 80 (w Stanach), zespołach rockowych, wielkiej miłości, dużej popularności, sile przyjaźni, heroinie i ludzkich upadkach. Główni bohaterowie przedstawieni będą poniżej. Oprócz nich wystąpią inni, niektórzy znani lecz ich pominę tutaj.

Główna bohaterka: Joan Perry to 16-letnia dziewczyna pochodząca ze wsi, dziewczyna Klausa marząca o wielkiej karierze.



Madeline Smith to przyjaciółka Joan poznana niedawno, dziewczyna Matthiasa



Karen West Przyjaciółka Joan od bardzo dawna, przyjechała z nią do LA, dziewczyna Uliego



Zespół Scorpions 



Klaus Meine - 37-letni wokalista Scorpions, ukochany Karen



Rudolf Schenker - gitarzysta Scorpions



Matthias Jabs - Gitarzysta Scorpions, ukochany Madeline



Uli Jon Roth - były gitarzysta Scorpions, ukochany Karen



Francis Buchholz - basista Scorpions



Herman Rarebell - perkusista Scorpions



i inni


Życzę miłego czytania!